Fiordy zapisały się w naszej pamięci jako jedna z najtrudniejszych przepraw sezonu. Na szczęście w trudnych okolicznościach pogodowych pokazaliśmy dużą klasę i ukończyliśmy rywalizację na całkiem przyzwoitych pozycjach.
To co najbardziej utkwi w mojej pamięci z Tour de Fjords to straszna, dająca w kość pogoda. Przez trzy pierwsze etapy aura nie miała dla nas najmniejszej litości. Mocno lało, temperatura nie przekraczała 5 stopni, a my w tak niełatwych warunkach musieliśmy pokonywać kolejne kilometry. Pod tym względem, drugi dzień kompletnie rozwalił system. Jeśli powiedzieć, że pierwszego i trzeciego było nieprzyjemnie, to na ten pośredni nie da się znaleźć przymiotnika. Ale, daliśmy radę!
Ze swojej jazdy jestem raczej zadowolony. 22.miejsce w klasyfikacji generalnej, w konfrontacji z przedstawicielami najlepszych ekip, nie jest złym wynikiem. Jak to zawsze jednak bywa, w głowie rodzi się pewien niedosyt. Myśl, że parę manewrów można było wykonać na o wiele lepszym poziomie, co dałoby lepsze miejsca na poszczególnych etapach, a w rezultacie, prawdopodobnie nawet lokatę w pierwszej dwudziestce.
Nie ma jednak nad czym rozpaczać, gdyż w gruncie rzeczy jest dobrze. Może poza tym, że jesteśmy lekko wyczerpani. Z tego powodu postanowiłem zrobić sobie kilka dni wolnych i odświeżyć organizm przed następnymi startami. Tradycyjnie wróciłem do swojej posesji na Majorce, gdzie realizuję specjalistyczny program przygotowań do Igrzysk Europejskich w Baku. To historyczna, pierwsza impreza, więc raczej żaden z uczestników nie wie, czego się spodziewać. Może to i dobrze. Łatwiej będzie sprawić niespodziankę ;)